
Pustynia między Paracas na Nazka jest wielkim cmentarzyskiem starożytnych kultur. Dzięki suchemu klimatowi zachowało się na tym terenie wiele grobów wraz ze świetnie zakonserwowanymi mumiami. Przez lata były one okradane przez huaqeros – złodziei, którzy to, co znaleźli w grobach sprzedawali zamożnym kolekcjonerom. Grabieże nasiliły się wraz z gorączką prekolumbijską i modą na wytwory dawnych cywilizacji.
Władze peruwiańskie podjęły działania, by chronić stanowiska archeologiczne. Niestety, proceder opróżniania grobów wciąż ma się dobrze, a państwo borykające się z wieloma wyzwaniami nie jest wstanie sfinansować opieki nad dziedzictwem kulturowym Peru, ani też skutecznie przeciwdziałać huaqeros. A to, co groby kryją wciąż pozostaje pożądanym i cennym łupem.
Kultury Paracas i rozwijająca się po niej kultura Nazka przywiązywały ogromną wagę do pochówku. Zmarłych umieszczano w grobie w pozycji embrionalnej, opatulonych w tkaniny, z przedmiotami osobistymi i ofiarami dla bogów. Zwróconych na wschód. Oczywiście nie każdy miał zasobny grób, ceramika, złoto i pięknie tkane koce były przeznaczone dla elit społecznych.
Wierzono, że pozycja zmarłego ułatwia mu ponowne przyjście na świat. Wierzono także, że droga ta będzie utrudniona, jeśli zmarłemu nie będą towarzyszyć rzeczy osobiste. Społeczność zatroszczyła się, by ich bliscy mogli powstać i bez komplikacji przejść w kolejne wcielenie. Wiele symboliki i duchowych uwarunkowań można odnaleźć na cmentarzach. I tak – jak wszędzie – pozwalają one na rekonstrukcje dawnych cywilizacji.
Będąc w Nazka miałam plany, które zostały zweryfikowane przez strajk górników. Protestujący zablokowali autostradę panamerykańską, w związku z czym możliwości wyjazdu poza miasto były ograniczone. Pojechałam na cmentarz Chauchilla. Znajdowało się tutaj siedemset grobów, najwcześniejsze z drugiego wieku naszej ery, ostatnie z dziewiątego. I to miejsce zostało splądrowano. Obecnie, z tego, co udało się ocalić powstało muzeum pod gołym niebem.
Można więc zwiedzać cmentarz. W pierwszym grobie, do którego zaprowadza nas przewodnik, znajduje się mumia matki, a obok jej maleńkie dzieci. Były złożone w ofierze. Dlaczego? Nie zdołałam ustalić. Być może, kiedy społeczność doświadczała wyjątkowo trudnej sytuacji, żeby przebłagać bogów ofiarowano im to, co najcenniejsze. Ofiary ludzkie należały do rzadkich i składano je w nadzwyczajnych okolicznościach. To oczywiście tylko hipoteza.
Zaglądam do kolejnych grobów. Mumie posiadają włosy i fragmenty skór. Siedzą tak od setek lat. Zastanawiam się, kim była kobieta z długimi włosami. Lub ta z dredami. Czy żyły długo i szczęśliwie? Co gotowały na obiad? Jakie kołysanki śpiewały dzieciom? Jak wyglądały w tym pustynnym krajobrazie? Dziwnie się czuję patrząc na te zmumifikowane ciała. Przewodnik powtarza z dumą, że wszystkie są oryginalne.
Przypominam sobie jeden z odcinków mojego ulubionego serialu „Przystanek Alaska”. W swoim ogródku, podczas prac hydraulicznych, Maggie O’Connell znajduje kobiece przedmioty należące do rdzennych mieszkanek Alaski: nosidełko dziecięce i przyrządy tkackie. Miejscowy biznesmen Maurice Minnifield natychmiast przystępuje do działania, organizuje stanowisko archeologiczne, sprowadza specjalistów i robotników, zaczyna wykopaliska. Świadomy zysków i uznania.
Ostatecznie Maggie wygania żądnych sławy mężczyzn z ogrodu, a artefakty w ceremonialny sposób i w towarzystwie innych mieszkanek Cicely zakupuje ponownie w ziemi. Bliskie jest mi podejście filmowej bohaterki. I chociaż rozumiem, że nauka wymaga zaglądania do grobów, to gdzieś w trzewiach czuję opór wobec wystawiania mumii na widok publiczny. Tych kobiet, ich dzieci, historii, których nie mogę poznać. Wracam do Nazka późnym popołudniem. Myślę jeszcze długo o tej z długimi włosami, pozostawionej w ciszy, na pustyni, przy turystycznym szlaku.


